Zaczynał od obietnicy pomocy, której nikt się nie spodziewa, a mało kto odmówi: drewno opałowe na zimę i paczka żywnościowa. Kończyło się zniknięciem oszczędności życia. Augustowscy policjanci zatrzymali 48-latka podejrzanego o okradanie seniorek metodą „na pracownika socjalnego”.
Jak wyglądał schemat
Do obu zdarzeń doszło w połowie października na terenie powiatu augustowskiego. Do 85-letniej kobiety przyszedł mężczyzna podający się za pracownika pomocy społecznej.
Pod pretekstem udzielenia pomocy w postaci drewna opałowego na zimę oraz paczki żywnościowej zdobył zaufanie seniorki. Podczas rozmowy pytał o sytuację życiową i posiadane oszczędności, a kobieta pokazała mu, gdzie przechowuje pieniądze.
Następnie oboje wyszli na zewnątrz, aby mężczyzna mógł zobaczyć miejsce, w którym miał być składowany opał. W pewnym momencie oznajmił, że musi wrócić do domu po pozostawiony notes. Właśnie wtedy dokonał kradzieży.
Dopiero gdy opuścił posesję, kobieta zorientowała się, że jej oszczędności w wysokości blisko 30 tysięcy złotych zniknęły. Do podobnej sytuacji doszło także w innej miejscowości.
Na czym polega siła tej metody
Warto prześledzić ten schemat krok po kroku, bo każdy jego element ma swoje zadanie.
Oszust nie prosi o pieniądze i niczego nie sprzedaje, więc nie uruchamia czujności, którą większość osób ma wobec akwizytorów. Przeciwnie, przychodzi coś dać.
Pytanie o oszczędności pada w kontekście, w którym brzmi naturalnie, bo pomoc społeczna faktycznie bada sytuację materialną. Wyjście na podwórko oddala osobę od miejsca przechowywania pieniędzy, a powrót „po notes” daje samotną chwilę w mieszkaniu.
Żaden z tych kroków nie wygląda z osobna podejrzanie. Dopiero razem układają się w metodę.
Jak się zabezpieczyć
Kilka zasad wynika wprost z opisanego przebiegu:
- Pracownik pomocy społecznej ma legitymację służbową i nie odmówi jej okazania
- Wizytę można zweryfikować telefonicznie w ośrodku pomocy społecznej, zanim wpuści się kogokolwiek do środka
- Nikomu nie pokazuje się miejsca przechowywania pieniędzy, niezależnie od tego, kim się przedstawia
- Nie zostawia się obcej osoby samej w mieszkaniu, nawet na chwilę
- Warto porozmawiać o tym z rodzicami i dziadkami, bo ofiarą pada ten, kto o metodzie nie słyszał
Co zrobić, gdy już do tego doszło
Opisany przypadek ma jeden element, który warto wydobyć osobno: kobieta zorientowała się dopiero po wyjściu sprawcy. To typowe dla tej metody i nie świadczy o niczyjej nieuwadze.
W takiej sytuacji liczy się czas zgłoszenia. Im szybciej policja dostanie rysopis, opis pojazdu i godzinę wizyty, tym większa szansa na powiązanie zdarzenia z innymi zgłoszeniami. Właśnie z takich połączeń rodzi się ustalenie sprawcy działającego na kilku powiatach.
Warto też powiedzieć wprost rzecz, która bywa barierą: wstyd przed przyznaniem się rodzinie. Osoby okradzione tą metodą często zwlekają ze zgłoszeniem, bo czują się winne, że kogoś wpuściły. Schemat jest jednak skonstruowany tak, by nie wzbudzać podejrzeń, a odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie sprawcy.
Jak zakończyło się zatrzymanie
Augustowscy kryminalni działali wspólnie z funkcjonariuszami z Suwałk i Białegostoku. Zatrzymany to mieszkaniec powiatu piskiego, podejrzany o kradzieże na szkodę mieszkanek powiatu augustowskiego.
Mężczyzna usłyszał zarzuty kradzieży i został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Współpraca trzech jednostek przy sprawie dwóch kradzieży pokazuje, jak takie przestępstwa są prowadzone. Sprawca działający metodą „na pracownika socjalnego” rzadko ogranicza się do jednego powiatu, a powiązanie zgłoszeń z różnych miejsc bywa jedynym sposobem na jego ustalenie.









